ta znajomość została zawarta zupełnie przypadkiem, poznaliśmy się na czacie, po małej scysji z racji mojego nicka. Ale po godzinie dalszej rozmowy uświadomiłam sobie, że ten człowiek jest mi tak bardzo bliski, jak moja własna skóra.. Wiem, że i on czuł podobnie, bo następnego dnia, a raczej wieczora znowu się spotkaliśmy. Czekałam na niego niecierpliwie, a kiedy się w końcu pojawił, wyznałam mu wszystko.. Odkryłam serce i duszę, wszystkie tęsknoty i wszystkie pragnienia. Czułam, że jest kimś, kogo po prostu nie wolno mi zignorować, bo czyniąc to, zaprzeczyłabym sama sobie.. Z każdą następną nocą przy monitorze poznawałam go lepiej, głębiej i coraz bardziej odkrywałam samą siebie. Był taki prostolinijny, szczery, nie wstydził się emocji i z czasem mnie też tego nauczył. Pokochałam go, chociaż między nami były tylko słowa, literki na monitorze. Do czasu…
Nadszedł wieczór, kiedy zadzwonił, mówiąc, że właśnie dojeżdża do mojego miasta. W panice zabrakło mi słów. To było, jak grom z nieba. Oszalałam, lecz nie mogłam go tak pozostawić, przejechał tyle kilometrów tylko dla mnie.. Serce prawie mi stanęło, ale opamiętałam się i poprowadziłam go przez telefon nieznajomymi dla niego ulicami. Patrzyłam z balkonu, wypatrując marki samochodu.. Wreszcie z szalejącym sercem zobaczyłam go..
Smukły, jak posąg hinduskiego boga, spojrzał w górę i napotkał moje oczy.. Uciekłam i warowałam przy domofonie. Kiedy zadźwięczał dzwonek, otworzyłam..
I po raz pierwszy spojrzałam w oczy mężczyźnie, którego tak dobrze znałam, tak tęskniłam i tak pragnęłam.. Trzymał w dłoniach maleńki bukiecik fiołków, wiedział dobrze, że je uwielbiam. Wyjęłam je z jego dłoni bez słowa, patrzyłam na niego tak, jak on patrzył na mnie. Jego ciemne oczy pociemniały jeszcze bardziej, lśniły blaskiem, któremu nie mogłam się oprzeć. Moje wahania znikły w jednej chwili, ujęłam tylko jego dłoń i położyłam na swojej lewej piersi. Słowa były zbędne, podarowaliśmy sobie ich tysiące przedtem. Nie wiedziałam, że jest taki wysoki, patrzył na mnie z góry, dotknął moich włosów, ukryłam twarz w tej ciepłej dłoni i … stało się..
Usta, których kształt znałam tylko ze zdjęcia, dotknęły moich warg. Upuściłam bukiecik fiołków, bo szlag trafił moje zmysły, objęłam go, był taki cudownie żywy i ciepły, gładziłam dłonią ciemne włosy, wspinając się na palcach, by sięgać ust. Moje palce żyły swoim własnym życiem, niezależnie ode mnie starając się wpełznąć pod bawełnianą koszulkę. Dotknęłam gładkiej skóry, nie rozstając się z jego ustami. Wiedziałam, że już za późno, że jestem zgubiona, lecz myśl ta usprawiedliwiła moje serce. Pociągnęłam go w amoku do sypialni, szedł posłusznie, zrzucając z siebie koszulkę i rozpinając mój stanik. Pragnęłam go każdym nerwem mojej skóry i gdy znaleźliśmy się za drzwiami sypialni, ogarnęło mnie szaleństwo.
Przywarłam do jego ust, jak spragniony do gąbki z wodą, błądziłam dłonią po gładkiej piersi, tuliłam się, chcąc przywrzeć do niego całą powierzchnią ciała..
Popchnał mnie na łóżko, rozpinając zamek letniej sukienki.. zsunęłam ją z siebie, tak jak jego szorty..
Widziałam jego twarz dokładnie w blasku księżyca, oczy miał zmrużone, dłonie na moich piersiach zwarte, był nade mną.. Spojrzałam na niego jeszcze raz i poprowadziłam go w siebie. Zmarszczył czoło i westchnął, gdy we mnie wchodził, ja roześmiałam się cicho ze szczęścia i popchnęłam dłonia jego pośladki, by czuć go głębiej. Wtulił twarz w moją szyję i jęknął.. Nareszcie.. Oszalałam.. Patrzył mi prosto w oczy i kochał, splótł swoje palce z moimi, całował sutki zapamiętale, to znowu usta, potem uda i moje ukryte ja..
potem znów wszedł, ja tylko zacisnęłam oczy i palce na prześcieradle, aż uleciałam do góry, z jego głową ukrytą w zgięciu ramienia, oddechem pod pachą i słodkim ciężarem na mojej piersi..
Zasnęliśmy razem, wtuleni w siebie, ciągle jednością będąc.. Zwariowałam..
